sobota, 4 czerwca 2011

Numer 183 - Coldplay "Life In Technicolor II"

Dałaś nam nieźle popalić.

Zaczęło się w zeszły wtorek późnym wieczorem. Wzięłaś nas z zaskoczenia. Błyskawicznie chwyciłem za telefon i zadzwoniłem do kliniki. Potem do pani doktor. A może odwrotnie, nie pamiętam już. Zostawiliśmy bałagan na stole, na podłodze rozrzucone w pośpiechu ubrania i wsiedliśmy do Chomiczego Kakao (dziwna nazwa dla samochodu, ale ma swoje uzasadnienie, kiedyś zrozumiesz). W Hirslanden byliśmy około północy. Pierwsze badania przeszły pomyślnie i teraz pozostało czekać. Następnego ranka czekaliśmy nadal, kolejne badania, kolejne pielęgniarki i położne. Telefony do rodziny, do pracy, pierwsze nieśmiałe informacyjne statusy na Facebooku. W międzyczasie Sepp Blatter objął ponownie prezydencję FIFA, a ja zjadłem kaczkę po sajgońsku w pobliskim tajsko-chińskim barze. Czekaliśmy dalej. W sumie około trzydziestu paru godzin.

Wiedziałem, że nie dasz zrobić się w bambuko i nie pozwolisz na konsolidację prezentów z okazji Dnia Dziecka i Twoich urodzin. Przeczekałaś więc cały dzień, a tuż po północy z 1go na 2go znów się zaczęło. Obstawieni przez położne i anestezjologa czekaliśmy kolejne godziny. Usypiałem przy Twojej mamie na stojąco. Spanikowana rodzina dzwoniła co chwila. Rano zapadła decyzja o cięciu cesarskim. Pozwolili mi przy tym być. Dostałem zielony kostium, zielone spodnie, buty, maseczkę i czepek - czułem się jak w serialu Chirurdzy.

Kilkanaście minut przed dziewiątą zobaczyłem Cię podnoszoną ponad parawan, który chronił Twoją mamę. Kilkanaście sekund później powiedziałem Ci pierwsze "cześć". Kilkanaście godzin później oboje podnieśliśmy ręce w geście zwycięstwa. Veni Vidi Bebici. Zuzanno, witaj w naszym świecie.



3 komentarze:

brzydkieslowonaf pisze...

Gratuluję!

Anonimowy pisze...

Nasze gratulacje raz jeszcze i chętnie zobaczyłabym jakieś zdjęcia :)
Niekoniecznie z porodu ;)
Bardzo jesteście zmęczeni czy to malutki aniołek?
GosiaSz.

highfidelity pisze...

Aniołek :) Dzięki!