czwartek, 17 marca 2011

Numer 200 - Ultravox "One Small Day"

Minęło dokładnie 424 dni odkąd siadłem przy komputerze, by wrzucić pierwszy blogowy wpis. 165 wpisów dalej przygoda trwa, a ja spoglądając wstecz i robiąc małe podsumowanie nagle zdałem sobie sprawę, jak wiele z tych krótkich tekstów pozwoliło mi przypomnieć sobie o różnych wydarzeniach z przeszłości, które zdawały się zalegać już pod potężną warstwą kurzu.

Z niektórych wpisów jestem szczerze dumny, część bym skorygował, część wykasował - niektórymi byłem po czasie naprawdę zażenowany. Nie jestem pisarzem, etatowym czy nieetatowym dziennikarzem, język pisany wykorzystuję czasem nieco nieporadnie, ale nie potrafię już powstrzymać się od pisania i moja dziewczyna złości się raz po raz, gdy mniej więcej co dwa dni siadam do komputera i sklecam kolejną historię o kolejnej piosence.

Piosenki. Tak jak przypominały mi się z z czasem pewne zdarzenia, tak przypominałem sobie o pewnych piosenkach. Te starsze zostały należycie - mam nadzieję - uhonorowane. Natomiast te świeże zajęły już miejsce w mojej małej historii. Ich wybór nigdy nie był prosty i pewnie z ostatnim wpisem w głowie nadal będzie siedziała lista kolejnych 365. Chciałem o nich napisać już dawno - jakieś pół roku temu znalazłem listę w pliku Worda, powstałą jakoś w czasach późnolicealnych, zawierającą 100 ulubionych utworów. Część z nich będzie lub została już opisana.

Zostało 200. I jako numer 200 chyba jeden z najbardziej dramatycznych utworów kwartetu Ultravox z ładunkiem emocjonalnym przebijającym - jak na mój gust - legendarną "Viennę". Jest w nim coś smutnego, depresyjnego, ale i podnoszącego na duchu zarazem i jest to opisane dość prostymi środkami, ale czasem właśnie takie docierają najgłębiej.

Lista idzie dalej. Być może jej ukończenie zabierze mi kolejne 424 dni albo i więcej. Wpis i piosenka numer 1 jednak z pewnością się pojawi. Pewnego dnia.



Brak komentarzy: