wtorek, 22 czerwca 2010

Numer 288 - Future Idiots "Adam's Song" (Blink 182 Cover)

Mówienie o rewolucji w kontekście uruchomienia YouTube, to tak jakby latać dziś po Zurichu i mówić wszystkim, że Szwajcaria skopała dupsko Hiszpanom w swoim pierwszym meczu MŚ2010. Po co, skoro wszyscy wiedzą. Ta rewolucja przyniosła nie tylko dostęp do masy teledysków i muzyki i sprawiła, że takie programy jak 30Ton zasadniczo przestały być potrzebne (po co, skoro możesz sam stworzyć swoją playlistę?), ale uwolniła też ocean kreatywności i umożliwiła milionom ludzi pokazanie, że naprawdę mają talent. Ten kower to jeden z milionów przykładów. A ja nadal lobbuje u pewnej znajomej, żeby zaczęła wrzucać swoje. Bo jak nie wrzuci, to zrobię to za nią.



czwartek, 17 czerwca 2010

Numer 289 - The Killers "Read My Mind"

Ujmując najprościej i najkrócej, tą piosenkę usłyszałem po raz pierwszy w bardzo nieprzychylnym i trudnym dla mnie okresie. Z perspektywy lat oceniam to jednak jako ważne doświadczenie i zacząłem na nie patrzeć przychylniej i chyba z pewnym sentymentem. Nie potrafię dodać nic poza tym, że tamten tydzień wrył mi się mocno w pamięć. Podobnie jak ta melodia. Jedna z najlepszych, jaka wyszła spod palców The Killers.



środa, 16 czerwca 2010

Numer 290 - Logh "Death To My Hometown"

"Są dni, których nie powinno być wcale" głosi jeden z aforyzmów znalezionych w internecie, który jest jakże przydatnym narzędziem, gdy potrzeba wrzucić sobie jakiś inteligentny status na GaduGadu, bądź też Facebooka. Takich dni w życiu każdego człowieka jest pewnie co niemiara, problem w tym, że życie w świecie dni do cna - za przeproszeniem - zajebistych byłoby równie męczące, więc jakaś odmiana się przydaje. Odwołując się do konkretnego przykładu: lubię pesto, ale gdybym miał jeść je codziennie to najdalej po tygodniu bym się - znów za przeproszeniem - porzygał. "Death To My Hometown" działa więc trochę na zasadzie kontradyktoryjności (haha, męczcie się z tym słówkiem, tak jak i ja się męczyłem!) i stoi w opozycji do tej zajebistości dnia codziennego i wesołych popowych kawałków, broniąc swoich racji podstawową prawdą: smutek jest nam potrzebny tak samo jak szczęście. Ale bełkot, prawda? No, mówiąc po mojemu i nie sięgając już do Wikipedii: "Death To My Hometown" jest smutny - fakt, ale paradoksalnie podnosi mnie na duchu i jakoś wewnętrznie uspokaja. A co do aforyzmów. Obok wspomnianego na wstępie znalazłem też tam takie jak "Nic nie jest skończone, dopóki się nie skończy" (Nobel za Myśl Roku) i "Nie nadgryzaj kamienia - tylko czas potrafi to zrobić". No więc, nie gryzę już kamienia, tylko wracam do czytania nowej powieści Kinga. Fajna. Polecam.



wtorek, 15 czerwca 2010

Numer 290,5 - The Futureheads "Heartbeat Song"

Kolesie z The Futureheads mają w swojej dyskografii kilkanaście świetnych postpunkowych(ka)wałków, gdzie dominują surowe riffy, świetnie zgrana sekcja rytmiczna i wypasione harmonie wokalne. "Heartbeat Song" to jeden z tych nowszych i jako taki nie powinien trafić na pełnoprawną listę tych moich przebojów wszechczasów. I nie trafia. Jako numer 290,5 stanowi mały przerywnik pomiędzy kolejnymi regularnymi wpisami, a mnie od jakiegoś tygodnia funduje pobudkę do pracy i uprzyjemnia czas spędzony na myciu zębów i piciu w biegu gorzkiej herbaty. No i do tego wisienka na torcie w postaci zabawnego teledysku. Brakuje tam tylko dowcipu na początku programu i "Magda, pocałuj pana".


Posłuchaj: The Futureheads "Heartbeat Song"

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Numer 291 - The Cardigans "Hanging Around"

Nie potrafię tego rozgryźć, ale moje gry skojarzeń, które dodatkowo napędza bujna wyobraźnia potrafią momentami być wyjątkowo ciekawe i zaskakująco nielogiczne. Pamiętam, że dla mnie The Cardigans to liceum i, że na dobrą sprawę właściwie tylko ten jeden album - Gran Turismo. Za cholerę jednak nie potrafię wyjaśnić, dlaczego najbardziej podoba mi się "Hanging Around" i na dokładkę, z jakiej racji kojarzy mi się z ruinami zamku w Ogrodzieńcu. Mógłbym to tłumaczyć duszną, klaustrofobiczną atmosferą klipu, jak i samej piosenki i że wizyta na zamku nocą wywołuje podobne wrażenia. Mógłbym, ale że w Ogrodzieńcu nocą nie byłem (bo się bałem), to muszę pozostać przy domysłach.



Posłuchaj: The Cardigans "Hanging Around"

czwartek, 10 czerwca 2010

Numer 292 - Heroes & Zeros "Strange Constellations"

Jeśli na starość uda mi się złapać złotą rybkę, jednym z moich życzeń będzie prośba o przeniesienie się na kilka godzin w przeszłość i spotkania starego grona znajomych, wypicia piwa (jakiego? kto zgadnie?) i zagrania w piłkarzyki.

Gdy wejdę do dobrze znanego mi pubu zobaczę dwóch bramkarzy po lewej stronie od wejścia i konsoletę ustawioną z prawej, jeszcze nie całkowicie opuszczony ekran, na którym potem poleci tekst do "Whisky" (jakby to było komuś potrzebne), spojrzę na pustą czerwoną lożę nieco w głębi i pustą, nie sprzątniętą jeszcze szklankę po piwie, wejdę w głąb lokalu, z lewej strony za barem barman będzie rozmawiał z barmanką i jednocześnie nalewał piwo zerkając ukradkiem na zniecierpliwioną nieco rudowłosą dziewczynę stojącą w kolejce, wchodząc dalej wpadnę na wybiegającego z toalety gościa, a z prawej będzie stała grupka osób grających w rzutki. Dalej w loży po lewej zobaczę wreszcie samego siebie w otoczeniu paru uśmiechniętych osób, jakiegoś kolesia w czapce, który dopytuje coś o gazetki reklamowe z Aldi, a za kilka lat odniesie duży sukces na polu współpracy polsko-niemieckiej, bruneta, który zestresowany przygotowaniami do ślubu, nie wie jeszcze, że za półtora urodzi mu się śliczna córka, dostanie awans i razem z żoną otworzą najlepszy klub rockowy w mieście, cichą, skromną szatynkę, która nagrywając w domu swoje kowery w życiu by nie pomyślała, że 3 lata od tego momentu nagra płytę z Edytą Bartosiewicz. Wreszcie zobaczę mojego brata, który tydzień temu otworzył swoją szesnastą restaurację ogwiazdkowaną w prestiżowym przewodniku kulinarnym Michelin. Potem ja z tamtych czasów podekscytowany powie coś do tej skromnej szatynki i bruneta, wstanie, podejdzie do barmanki i zapyta o piosenkę, która właśnie leci w tle. Następnie wróci do stołu i odłoży na bok kartkę z zapisaną nazwą zespołu - Heroes & Zeroes.

Przed wybiciem 22:00 wrócę do swoich czasów, pocałuję delikatnie śpiącą, przykrytą trzema nakryciami żonę (od zawsze tak lubiła) i zasnę obok niej.




Posłuchaj: Heroes & Zeros "Strange Constellations"

środa, 9 czerwca 2010

Numer 293 - Fun Lovin Criminals "Scooby Snacks"

Mija druga godzina. Powoli zaczynasz się niecierpliwić. Patrzysz w prawo, jakiś gość w niebieskiej koszuli i zbyt grubym jak na jego chudy pysk krawacie, dodatkowo w kolorze żółtka, uderza pięściami w kierownicę i przez otwarte okno swojego Porsche Cayenne wyrzuca z siebie "tak, do kurwy nędzy, spóźnię się na ten pierdolony lunch". Na przeciwległej jezdni jakiś nieco zbyt rozpędzony samochód wpada w poślizg, uderza w stojącego z brzegu Poloneza Caro i zgarnia za sobą jego tylni zderzak. "Ale urwał, ale to było dobre" drze się jakiś stojący z boku facet. Z lewej jakaś kobieta w swoim małym, ale ładnym Citroenie odchyla się w stronę tylnego siedzenia i uspokaja siedzącego tam bachora, który prawdopodobnie przed chwilą zrobił w majty składającą się z resztek hamburgera, frytek i jakiegoś nowego napoju gazowanego kupkę. Zamykasz czym prędzej okno, by zapach nie doszedł do Ciebie, ale z każdą chwilą coraz mocniej czujesz nieprzyjemną woń i nagle dołącza się do niej cichy pisk. Patrzysz do tyłu i widzisz przepraszające oczy swego psa, a obok niego pokaźnej wielkości brązowy kopczyk.



Posłuchaj: Fun Lovin Criminals "Scooby Snacks"

niedziela, 6 czerwca 2010

Numer 294 - Joe Bonamassa "Ballad Of John Henry"

"Ballad Of John Henry" to taki mój mini-tribute dla paru osób, które poznałem całkiem niedawno (czas to pojęcie cholernie względne), a które potrafiły (nadal potrafią) wyrwać mnie z gorszych nastrojów za pomocą czeskiego kina, dobrego wina, spaghetti i wieczorów z muzyką. Joe Bonamassa towarzyszył kilku z nich, więc tym samym i niniejszym i wszem i wobec pojawia się na mojej liście.



Posłuchaj: Joe Bonamassa "Ballad Of John Henry"

środa, 2 czerwca 2010

Numer 295 - L.U.C "O Karuzeli Życia"

Nie zawsze było między nami kolorowo, ale chyba nie było momentu, kiedy jeden nie pomógłby drugiemu. Kłótnie i okładanie się pięściami są chyba po prostu wpisane w takie relacje. Błyskawicznie odnalazł się - mimo różnicy wieku - w gronie moich przyjaciół, potem z kolei on wprowadził mnie w grono swoich. Niejeden raz uratował mi tyłek i pocieszył, ale potrafił też dać kopa i zmotywować, kiedy sam już gubiłem się w swoich myślach. Muzycznie nie zawsze się zgadzaliśmy, nasze gusta tylko momentami były zbieżne. Tak jest i teraz.

L.U.C. nie od razu przypadł mi do gustu i nadal nie do końca rozumiem te jego Homoxymoronomatury i leciutko pretensjonalne, acz intrygujące słowotwórstwo. "O Karuzeli Życia" mogę jednak powiedzieć tyle, że podpisuje się pod nią obiema rękami. Bo pozostaję dzieckiem, mimo, że mam magistra wiedzę. I zdecydowanie lubię czytać życia Abece. Dzięki bro.



Posłuchaj: L.U.C. "O Karuzeli Życia"

wtorek, 1 czerwca 2010

Numer 296 - People in Planes "Pretty Buildings"

Podobno najbardziej lubimy te piosenki, które już słyszeliśmy. Jeśli tak jest w istocie, to "Pretty Buildings" idealnie wpasowuje się w tą teorię: nie grzeszy oryginalnością i można by się tu doszukać motywów ogranych przez kilkadziesiąt różnych zespołów, na kilkuset różnych płytach i w kilku tysiącach utworów. Co jednak z tego, jeśli autentycznie może się podobać, ma fajny teledysk i stanowi doskonałą odtrutkę na Owl City, które brutalnie atakuje uszy nawet w męskiej przebieralni sieci sklepów Zara.

"Pretty Building" to też fragment ścieżki dźwiękowej w drodze do pracy (autobus "D" albo 831, potem tramwaj 14 albo 20, ale 20 nie dojeżdża do końca i trzeba zasuwać na nogach, zgadnij dokąd jadę?) i popołudnia w deszczowych Katowicach, gdy mokre krople deszczu spadały na mój odtwarzacz mp3 doprowadzając go, jak się potem okazało, do przedwczesnego odejścia z tego świata.

Posłuchaj: People in Planes "Pretty Buildings"