A Guide To My Music - B-Sides to nowy cykl i trochę inna strona medalu; B-side'y czyli to wszystko, co nigdy, z pewnych względów, nie trafi na a guide to my music.
poniedziałek, 31 maja 2010
sobota, 29 maja 2010
Numer 297 - The National "Bloodbuzz Ohio"

Początkowa euforia i chęć odkrywania nieznanego ustępuje refleksji, że cholernie dużo z dotychczasowego życia zostało oddalone o setki kilometrów, a ta odległość potęguje tęsknotę za tym, co wcześniej było tak oczywiste, że aż niezauważalne. Czas mija i jakoś udaje się zasymilować i powoli przyzwyczajać do nowej sytuacji, ludzi i miejsc, ale ta tęsknota nigdy nie znika. Jednak powrót do domu już nigdy nie będzie powrotem do miejsca, które znaliśmy. Miasto, które było naszym miastem urodzenia i miejsca, które znaliśmy, nie będą już takie same, a ludzie, którzy byli naszymi przyjaciółmi, będą mieli swoje życie.
"Bloodbuzz Ohio" opowiada dla mnie o braku własnego miejsca i właśnie tej tęsknocie za domem, gdzie nasze wyobrażenie, a raczej wspomnienie o nim, jest tak bardzo różne od rzeczywistości. A ten smutny, czarnobiały videoklip, kojarzy mi się z pamiętnym klipem do "Enjoy the Silence".
piątek, 28 maja 2010
Przerywnik weekendowy - Arkarna "Future's Overrated"
Nostradamus niby potrafił przewidywać przeszłość. Ja też potrafię, przynajmniej swoją. W najbliższy weekend będę pływał, słuchał dobrej muzyki, jadł krewetki, pił dobre wino (bo życie jest za krótkie, żeby pić marne wino, jak śpiewał Krzysztof Krawczyk), oglądał ostatni odcinek How I Met Your Mother, podziwiał przyrodę, czytał "Pod Kopułą" Kinga i cieszył się słonecznymi, ciepłymi dniami, wolnymi od wszelkich trosk. A tak w ogóle to future's overrated.
Posłuchaj: Arkarna "Future's Overrated"
czwartek, 27 maja 2010
Numer 298 - Madonna "Dear Jessie"

Może to za sprawą nastroju - rodem z muzyki Kate Bush - może za przypomnienie dzieciństwa, a może z przekory "Dear Jessie" jest moim ulubionym utworem Madonny. Ta walczykowata, urocza kołysanka zabiera mnie w czasy, gdy śniły mi się latające różowe słonie, gadające psy, a najbrutalniejszą bajką, jaką oglądałem był Scooby Doo. Madonna - co ciekawe i umykające chyba czasem uwadze - potrafiła dotrzeć do cholernie szerokiego grona odbiorców, nagrywać kojące "Dear Jessie", by potem przywalić z grubej rury "Eroticą" i dostać pierwszą w swojej karierze nalepkę Parental Advisory. Mówienie o niej jako o nieprzeciętnej, wielopłaszczyznowej osobowości zakrawa na truizm, więc ograniczę się do stwierdzenia, że do mniej zawsze mocniej przemawiała ta wyszczekana, zadziorna Madonna sprzed wielu lat, niż ta trochę zbyt wyrachowana i zbyt przewidywalna kobieta, jaką jest obecnie.
- Time goes by so slowly - śpiewa Madonna w jednym z przebojów ostatnich lat. Pobożne życzenie. W końcu po "Dear Jessie" i Scooby Doo, przyszły mroczne i brutalne Wojownicze Żółwie Ninja, ale to już zupełnie inna historia.
Posłuchaj: Madonna "Dear Jessie"
środa, 26 maja 2010
Numer 299 - Temple Of The Dog "Hunger Strike"

Pamiętam, że najbardziej lubiłem tą cienką, flanelową koszulę w grafitowo-czarno-szare kwadraty. No i te moje znoszone, czarne trampki. Na tej koszuli znalazło się zresztą potem kilka plamek krwi, po tym, jak oberwałem od jakiegoś nadpobudliwego skina, któremu nie spodobał się, kryjący się pod spodem T-shirt Smashing Pumpkins. Był rok 1996, a ja odkrywałem dla siebie grunge.
Nigdy nie zasłuchiwałem się w Pearl Jam, miałem tylko chwilę fascynacji Soundgarden, ale Temple Of The Dog - mimo, że będący wyłącznie jednorazowym projektem - kupił moją nastoletnią duszę i poraził potężnym ładunkiem emocjonalnym. Album nagrany w hołdzie zmarłemu przyjacielowi nie mógł zresztą być wyprany z emocji. I czuć to w każdej sekundzie tej płyty i każdej sekundzie "Hunger Strike". "Hunger Strike" budzi też sentyment za tamtymi szkolnymi, niepozbawionymi trosk, ale bardzo ważnymi dla mnie latami. Niestety, dni, miesiące i lata płyną nieubłaganie, a czasy, kiedy chodziło się we flanelach, wytartych jeansach i trampkach minęły bezpowrotnie. Gdzieś na dnie szafy, w mieszkaniu moich rodziców leży pewnie tylko ta stara, flanelowa koszula.
Posłuchaj: Temple Of The Dog "Hunger Strike"
wtorek, 25 maja 2010
Numer 300 - Fucked Up "Black Albino Bones"

23 Czerwca 2010, godz.17:00: jak podaje PAP, narastająca od końca kwietnia panika związana z nagłą zmianą światowych trendów z metro na rzecz retro-seksualizmu sięgnęła punktu kulminacyjnego. Tłumy mężczyzn wyległy dziś w południe na ulice paląc płyty Lady Gagi, The Black Eyed Peas i Jamesa Blunta. Na stosie lądują też kolorowe szaliki, spodnie rurki, kolorowe sweterki w serek, zestawy do pielęgnacji twarzy i żele pod prysznic. Zdemolowano wiele sklepów odzieżowych, a magazyny dla modnych mężczyzn stanęły na progu bankructwa. Jednocześnie sprzedawcy koszul flanelowych oraz kurtek jeansowych i tych z podrabianej skóry odnotowali rekordowe w historii zyski. Singel "Fireflies" Owl City został zdjęty z anteny wszystkich światowych stacji radiowych, po tym jak radykalny odłam byłych fanów metro-mody zagroził zdetonowaniem bomby w dziesięciu wybranych centrach handlowych. Znana ogólnopolska telewizja wyemitowała dziś wstrząsający odcinek popularnego talk-show, w którym zrozpaczone i załamane kobiety opowiadają o tym, jak ich kochane misie-pysie zmieniają się w dzikie potwory, rozrzucające po mieszkaniu skarpetki, nie zamykające klapy od wc, jedzące golonkę z włosami i używające wody kolońskiej marki "Brutal". W wielu krajach wprowadzono stan wyjątkowy. Premier RP rozważa zamknięcie granic i przestrzeni powietrznej na czas kryzysu oraz wprowadzenie całkowitego zakazu muzyki lat '80 dla uspokojenia nastrojów społecznych.
23 Czerwca 2010, godz. 22:00: wiadomośc z ostatniej chwili, na pierwsze miejsce wszystkich ważniejszych list przebojów na świecie wskoczył kawałek "Black Albino Bones" kanadyjskiej grupy Fucked Up. Wokalista grupy stwierdził, że to doniosły moment dla całego hc punku i cieszy się, że to właśnie jego utwór zmiótł z eteru całe to metroseksualne badziewie, którym świat był karmiony przez ostatnie kilka lat.
poniedziałek, 24 maja 2010
Numer 301 - Panda Bear "Comfy In Nautica"

Na błękitnym niebie wesoło świeci słońce, termometr wskazuje 27 stopni w cieniu i zapewne się nie myli, bo tekturowe pudełko z lodami Ben&Jerry's zaczyna powoli pokrywać się lekką warstwą wilgoci. To znak, ze czas sięgnąć po łyżeczkę i dokończyć dzieła zniszczenia planu dietetycznego na ten tydzień, zanim po słodkim przysmaku z czekoladą, karmelem i orzeszkami zostaną tylko orzeszki i mokra breja. Obok stoi pusta szklanka z cytryną na dnie, wcześniej była tam także zimna woda mineralna, ale się skończyła, a mnie tak strasznie nie chce się wstawać z leżaka i ruszyć do lodówki. Może jak ktoś mnie odwiedzi, to poproszę, żeby mi przyniósł. Ale to by z kolei oznaczało, że musiałbym się tak czy siak zebrać i otworzyć drzwi. Chyba, że rzucę klucze z balkonu. To jest myśl. Zakładam okulary przeciwsłoneczne, znów opalę się na pandę, ale co tam. Myślę o chłodnej wodzie - takiej do picia i takiej, w której chciałbym się teraz zanurzyć. W myślach pojawia się wielki basen, najlepiej taki z korytami, z regulowanymi sztucznymi prądami, które nosiłyby mnie wkoło bez przerwy, a ja leżąc na plecach, dalej bym się się zastanawiał, czego mógłbym dziś jeszcze nie robić.
Posłuchaj: Panda Bear "Comfy In Nautica"
niedziela, 23 maja 2010
Numer 302 - The Go! Team "My World"

Siedzę na werandzie domu na wsi na Podhalu, który kupiłem kilka lat wcześniej. Przed domem bawią się dwa golden retrievery, świeci słońce, sąsiad macha do mnie przyjaźnie zza płotu. Na stoliku stoi szklanka wody mineralnej z cytryną, obok stolika duże pudło. W pudle rzeczy, które zbierałem od lat: pocztówki, listy, stare bilety, różne drobiazgi, które dostawałem od różnych ludzi, zdjęcia, stare cd. Jedno z nich opisane jest "Składanka - maj 2010". Wyszukuję przenośny odtwarzacz cd. Włączam, patrzę na okładkę, utwór nr 1 The Go! Team "My World"...
Nagle podbiega do mnie moja nastoletnia córka.
- Tato - pyta - co to za krążek?
- To cd, kiedyś z czegoś takiego słuchało się muzyki - odpowiadam.
- Zabawne, ach te dawne technologie - uśmiecha się Zuza. - A co to w ogóle za pudło i zdjęcia? - dopytuje.
- Stare wspomnienia, jeszcze od czasów liceum i studiów. Opowiadałem Ci już kiedyś o tym, jak poznałem Waszą matkę?...
Posłuchaj: The Go! Team "My World"
sobota, 22 maja 2010
Numer 303 - Bike For Three "MC Space"
Na twarzy czuję ciepłe, czerwone, pulsujące światło reflektora, do nosa wdziera się ostry zapach Zegna Intenso, troszkę się krztuszę, znów za mocno się wypsikałem. Nasmarowane brylantyną włosy opadają lekko i smyrają mnie po karku. Czarna, idealnie skrojona marynarka dodaje mi pewności siebie, grafitowa koszulka polo z lśniącym napisem "MC SPACE" mocno przylega do umięśnionej klatki piersiowej. Biorę do ręki mikrofon, stawiam krok naprzód, od sceny aż po bar, umieszczony po drugiej stronie klubu, widzę tłumy ludzi. Za chwilę zaczynam. Wiem, że muszę im dać najlepszy show, jaki widzieli w swoim życiu. DJ zaczyna powoli nakręcać tempo, wchodzę, mój flow jest niesamowity, sam się sobie dziwię, że z taką lekkością przychodzi mi śpiewać o tym, jaki jestem zajebisty. Dziewczyny w pierwszym rzędzie piszczą, jakaś brunetka rzuca misia w moją stronę. Odrzucam go i trafiam ją w twarz. Dobrze jej tak, myślała, że jest na koncercie N'Sync czy co? Rozkręcam się na dobre, klawiszowe arpeggia śmigają mi w głowie, jestem u szczytu swoich możliwości, mam ochotę odrzucić mikrofon i wskoczyć w tłum. Sala się drze "MC Space, MC Space, MC Space"...
"Panie, wstawaj, zajezdnia" - słyszę. "Co, do cholery" - myślę, w głowie nadal słyszę skandujący moją sceniczną ksywkę tłum. "Zajezdnia, wysiadaj pan" w głowie świszczy jakiś obcy głos i ktoś szturcha mnie w ramię. Przecieram oczy, patrzę, pusty autobus, nade mną wąsaty kierowca. Zbieram torbę z siedzenia, wychodzę. Znowu przespałem swój przystanek.
czwartek, 20 maja 2010
Numer 304 - Nine Inch Nails "Closer"

Na początku dowcip: Pewnemu rolnikowi żona robiła niesamowicie dobre kanapki, kiedy szedł robić na pole. Kanapki ze świeżego chlebka, ze świeżutkim serkiem,wędlinką, sałatką i innymi bajerami. Rolnik pewnego razu poszedł robić w pole, kanapki zostawił na kamieniu jak zawsze... Po kilku godzinach pracy, zmęczony podchodzi do kamienia skonsumować kanapki...a tu ich nie ma! Następnego dnia żona znowu zrobiła mu pyszne, jak zawsze, kanapeczki, rolnik poszedł robić w pole, aby po kilku godzinach pracy zauważyć, że znowu mu ktoś zawinął kanapeczki! Wkurwił się rolnik i postanowił, że następnego dnia będzie patrzył zaczajony za drzewem, jak kto mu podwędza kanapki! Jak pomyślał - tak zrobił. Zaczaił się i patrzy - a tu wielki orzeł nadlatuje i porywa jego drugie śniadanie! Rolnik biegnie za nim. Biegnie, patrzy, że orzeł leci do lasu - rolnik za nim! Orzeł siada miedzy drzewami, odpakowuje kanapki, wyciąga z nich zawartość, wyrzuca wędlinę, ser, sałatę i inne dodatki, bierze dwie kromki chleba, przykłada sobie do piersi i masując swoją klatkę piersiową woła głośno: "O kurwa! Jaki ja jestem pojebany!
W videoklipie do "Closer", podobnie jak i w warstwie słownej Trent Reznor (lider NIN, dla przypomnienia) przekroczył większość możliwych granic, za którymi czai się już tylko ogień piekielny i wieczne potępienie. Małpka na krzyżu, świnski ryj obracający się wokół własnej osi, skóry, lateksy, sado-maso i refren o tym, że chce cię gzić jak zwierzątko gwarantowały dożywotni zakaz puszczania tego klipu na MTV w jego nieokrojonej wersji. Tymczasem "Closer" jest zdecydowanie głębsze niż się z pozoru wydaje i dotyka dość mrocznych sfer ludzkiego ego i libido.
Czy naprawdę? Bez względu na to, naprawdę niezły z ciebie - podobnie jak z orła z dowcipu - popierdol, jeśli rajcuje cię ten kawałek bądź klip.
Posłuchaj: Nine Inch Nails "Closer"