wtorek, 1 lutego 2011

Numer 215 - Ozzy Osbourne "Perry Mason"

Odbijam się od powierzchni kanapy i wzbijając się w górę zginam nieco kolana, lewa ręka odgięta w bok, prostopadle do osi ciała, prawa bliżej, dłoń szybko i ostro tnie powietrze. Atak chłopięcej histerii? Nic z tych rzeczy. Ja właśnie gram na gitarze powietrznej.

Jak widać brak instrumentu nie jest problemem (prawdziwą gitarę dostałem dopiero nieco później), nie tylko dla małego chłopca, ale także dla całej rzeszy starszych nawet ludzi - Światowe Mistrzostwa Gitary Powietrznej odbywają się regularnie od 1996 roku. Jako chłopiec nie wyobrażałem sobie oczywiście grać powietrznych ballad, prawdziwego kopa i radość z zabawy mógł dać tylko mocny, hardrockowy numer - taki jak "Perry Mason".

Pewien kumpel rozpropagował także w naszym gronie powietrzne banjo - prostsze w wykonaniu, acz urocze, z ruchami dłoni przypominającymi drapanie się po brzuchu po ugryzieniu przez kilka komarów. Nic jednak nie zastąpi gitary powietrznej i uczucia, gdy spokojne, symfoniczne intro (w klipie go niestety nie słychać) "Perry Mason" nagle nabiera tempa i rzuca cię prosto do rockowego diabelskiego ognia. Na te kilka minut w małym, chłopięcym pokoiku rozpętywało się prawdziwe piekło.



Brak komentarzy: